Dzień Edukacji Narodowej potocznie zwany Dniem Nauczyciela przypada na 14 października. Różnego rodzaju imprezy okolicznościowe z tej okazji odbywają się w okolicy tego dnia. W tym roku na dzień 10 października moja szkoła oprócz Dnia Edukacji Narodowej zorganizowała jubileusz 45 lecia placówki.
I jak to już utarło się — przygotowanie sprzętu nagłośnieniowego spada na moje barki. W sumie dużo nie jest tego jakoś specjalnie dużo – 2 kolumny, 2 statywy do nich, konsola, jeden a najlepiej dwa laptopy, słuchawki i karton kabli. Na zdjęciu widać jak wygląda moje „stanowisko dj’a”.
Na imprezę 45 lecia została zaproszona grupa gości, wśród których byli też nasi byli pracownicy, jacy odeszli na emeryturę.
I tu było pierwsze pozytywne zaskoczenie — moja mała przemiana, jaką widać — została bardzo pozytywnie odebrana. I to mnie bardzo ucieszyło.

Jednak oprócz 45lecia szkoły — wieczorem uroczysta kolacja z okazji dnia Edukacji Narodowej.
A że sama impreza w szkole skończyła się z takim zapasem czasem, że mona było na spokojnie posprzątać wszystkie rzeczy i jeszcze został czas na przygotowanie się na kolacje — to nie wracałem do domu.
Dzień wcześniej zrobiłem szybki przegląd szafy szukając rzeczy na 45lecie (nie wypadało wystąpić w służbowych dresach). Trzeba było jakoś wyglądać. Czarne spodnie, czarna koszulka nr 1, czarna koszula i jakoś człowiek inaczej wygląda.
Na wieczór miałem inny plan. Plan miał dwie wersje. Maksimum i minimum. Maksimum się nie udało. Zadziałała złośliwość rzeczy martwych. Bo tu niestety podziałem jeden element garderoby — buty. Gdzieś je tak schowałem, że nie dałem rady ich znaleźć. A plan był taki — że zadam szpanu, szyku i ogólnie zrobię mega wrażenie, bo na kolacje założę garnitur — ten ze ślubu.
Plan maksimum muszę odłożyć na inną okazję — ja znajdę te buty. Gdzieś są.
Jak plan maksimum nie miał szansy powodzenia, to do głosu doszedł plan B — czyli plan minimum. Po przejrzeniu szafy znalazłem marynarkę. Nie jest to wersja garniturowa, a raczej taka mniej formalna. Jednak niesportowa. W kolorach, jakie lubię, czyli ciemnych.
Szybkie sprawdzenie, czy będzie pasowała do spodni. Wyszło, że będzie ok.
Do spakowanych rzeczy doszedł jeszcze zestaw ręczników i innych pierdół pod prysznic — tak, aby po pracy znowu przypominać człowieka.
Po zakończeniu wszystkich zajęć w szkole związanych z przedstawieniem i sprzątaniem po nim oraz nadrabianiu tego co się w ciągu dnia pojawiło jeszcze do zrobienia — prysznic, przebranie się i można się zbierać na kolacje.
Ze swojego biura już wychodziłem w zestawienie — czarne spodnie, czarna koszulka nr 2, marynarka.
I tu było pierwsze miłe zaskoczenie.
Ostatni pracownik szkoły, jaki zamykał szkołę oraz pracownik ochrony, jaki z nim robili obchód, stwierdzili — że takim to mnie jeszcze nie widzieli i tylko, dlatego że wiedzieli, że jestem na szkole — bo tak to wyglądam jak ktoś obcy.
Drugie zaskoczenie — wchodzę na salę, gdzie mamy uroczystą kolację. Dopiero po podejściu do miejsca, gdzie miałem siedzieć — zostałem rozpoznany. Przez pół sali szedłem jako ktoś, kogo znają, ale nie wiedzą, kto to jest.
I ostatnie zaskoczenie — odbierałem z rąk dyrektora nagrodę, dostałem feedback, że mam częściej do pracy zakładać marynarkę.
Tu małe wyjaśnienie czemu do pracy nawet jeansów nie zakładam.
Niestety, ale są takie dni, gdzie muszę się niestety ubrudzić — czy to podczas demontowania sprzętu, czy podczas sprzątania. Stąd uniwersalnym ubiorem są spodenki/dresy i koszulka czy maksymalnie bluza.
Choć może kto wie — kiedyś założę tak, bez okazji coś odświętnego.
A dla potomności dwa zdjęcia.
Pierwsze jeszcze w pracy.
Drugie już z miejsca imprezy.

