Co to jest i …. jak go wykorzystuje? Każdy z nas wie co to jest. Znamy przecież jego definicje. W teorii. A jak jest w praktyce?
Definicja urlopu:
Urlop to określony czas wolny od wykonywania pracy lub obowiązków zawodowych, przysługujący pracownikowi na podstawie prawa, umowy lub wewnętrznych zasad organizacji. Jego celem jest odpoczynek, regeneracja sił, zadbanie o zdrowie psychiczne i fizyczne albo realizacja ważnych spraw osobistych.
W kontekście prawa pracy urlop oznacza najczęściej płatną przerwę od pracy, podczas której pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia.
Najczęstsze rodzaje urlopu w Polsce to m.in.:
– urlop wypoczynkowy,
– urlop bezpłatny,
– urlop macierzyński,
– urlop rodzicielski,
– urlop ojcowski,
– urlop wychowawczy,
– urlop na żądanie,
– urlop okolicznościowy,
– zwolnienie lekarskie (potocznie często mylnie nazywane urlopem).
W szerszym znaczeniu „urlop” może oznaczać także czas odpoczynku od codziennych obowiązków, np. wyjazd wakacyjny lub chwilowe odcięcie się od pracy i stresu.
W swoim życiu nie miałem jak do tej pory potrzeby korzystać z urlopu na zadanie. Ani z innych form — poza urlopem wypoczynkowym.
A co robię jak mam urlop?
Z założenia powinienem odpocząć od pracy.
Czyli — robić nic.
To w sumie trochę tak nie do końca u mnie działa bo nie zawsze lubię i umiem robić nic.
Może dlatego, że zawsze coś robiłem, zawsze było mnie wszędzie pełno.
Teraz zdarzają mi się takie chwile, że robię nic. Jest ich jednak mało.
Staram się nie pracować, nie odbierać telefonów ani maili.
Prawie mi się to udaje.
Załatwianie różnych spraw
Pracując od 7 do 15 często nie zawsze mam czas na załatwienie różnych tematów, jakie są do ogarnięcia w urzędach (czynnych np. do 16, a i jeszcze numerowanych). Albo zrobienia jakiś badan, wizyt lekarskich czy tego rodzaju rzeczy.
Wyspanie się
Jasne. W tym przypadku to u mnie tak nie działa.
Czemu?
Z racji, że codziennie wstaję do pracy w przedziale 5:15-6:00 to mój organizm sam z siebie się już budzi o tej porze. Mogę się położyć i spać na „siłę”. Co nie zawsze działa. Sporadycznie się to mi udaje.
Czyli wyspać się „na zapas” czy też „odespać” się w moim przypadku nie da.
Remont
Już staram się tego unikać. Kiedyś tak — wolne, urlop — to czas remontu. Bo szybciej coś zrobię.
A gdzie tam.
Nigdy nie było szybciej, a nawet wolniej.
Aktualnie jedynie co to może jakieś większe porządki. Sprzątanie np. piwnicy czy coś w ten deseń.
Wyjazdy, wycieczki
Tak, to jest ciekawe. Bo staramy się tego unikać.
Zwłaszcza w sezonie.
Z racji mieszkania w Gdańsku w dzielnicy, która w wakacje po części przeżywa najazd turystów — mówiąc oględnie mamy ich po dziurki w nosie. Stad unikamy wyjść do Sopotu, Gdańska Głównego (Starówka czy okolice Motławy) czy też innych popularnych miejsc turystycznych.
Drugim powodem — korki. Duża ilość turystów generuje duża ilość samochodów. Brak miejsc parkingowych. Ścisk. Tłok. Hałas.
To nie dla mnie.
I kolejny elementem są ceny. W sezonie są one niestety wyższe. Czy to sama gastronomia, czy też inne rzeczy.
Jeśli już to szukam możliwości, aby mieć urlop po sezonie (czy to będą wakacje, czy ferie zimowe).
Dom
Natomiast jeśli urlop spędzamy w domu, to wtedy staramy się jakoś tak w miarę aktywnie go zagospodarować.
Sam chodzę wtedy pojeździć rowerem (i to w godzinach dziwnych — poza całym tłumem), czy gdzieś na spacer.
Szukamy miejsc i opcji będących alternatywą dla tego, co z reguły jest wybierane przez turystów czy mieszkańców