Przeglądając w sobotę prognozę wyszło mi na to, że może jednak da się coś zobaczyć w niedziele.
Decyzja o Łebie padła … nie ma co się oszukiwać — za kamerą internetową.
W obrazie z niej – https://leba.webcamera.pl/ – widać było dwie jednostki pracujące przy pracach po zachodniej stronie portu.
Pobudka, śniadanie, kawa i w drogę.
Ruch spory (jak na niedzielę to bym powiedział, że nawet duży).
Spokojna jazda bez pośpiechu i około południa meldujemy się w Łebie.
I tu miłe zaskoczenie — duża ilość parkingów (w sezonie — płatnych) jednak z dużą ilością miejsc wolnych.
Zostawiliśmy auto w SPP (Strefie Płatnego Parkowania — staramy się zawsze tak robić, aby wspierać lokalne budżety) i poszliśmy w kierunku plaży.
Sama plaża — duża. Większa niż u nas.
Jednak wiało. I mimo słońca — było chłodno.
I małe zaskoczenie — tych jednostek co miały być blisko — nie ma.
Znaczy się są — w innym miejscu.
Szybkie sprawdzenie na stronie https://www.marinetraffic.com/ jak daleko są brzegu. Drugim sprawdzeniem było zajrzenie na https://ventusky.com i sprawdzenie, jakie są warunki. Zarówno Ventusky, jak i UAV Forecast pokazały, że da się polecieć choć trzeba będzie uważać. Decyzja zapadła. Trzeba zobaczyć czy się uda.
Wrodziliśmy się do samochodu po bluzę i już przez las poszliśmy na miejsce, jakie sobie upatrzyliśmy do startu.
Mimo tego, co pokazały dostępne źródła — jedynym minusem było wracanie na miejsce startu. Dystans to blisko 1600 m i pod wiatr. Wróciłem z zapasem mocy w baterii — tu nie ma co ryzykować.
dron do plecaka a w jego miejsce aparat i trochę zdjęć wpadło.
Samo „zwiedzanie” Łeby zaczęliśmy od lodów.
Bardzo smaczne. I duże.
Idąc uliczkami Łeby, miejscami przeciskając się obok wszędobylskich meleksów, doszliśmy do miejsca, gdzie zaczyna się część portowa. Spacerując brzegiem nabrzeża doszliśmy do wejścia do portu po stronie wschodniej (zielonej latarni). Zachodnia stron będzie na następną wycieczkę — trwają prace podczas przebudowy czy też naprawy tamtej części.
Wracając zaszliśmy na obiad — pizza w stylu Detroit.
Dobra sam pomysł takiej pizzy jest spoko. Jednak ta mogłaby być lepsza.
Lokalnie poszukamy sobie jakiejś pizzerii, jaka to u nas robi i pójdziemy spróbować.
Myślę, że tu jeszcze wrócimy. I tym razem na pewno po sezonie.


















































































































