Wiewiórki #3

Wiewiórki #3

Po ubiegłotygodniowym pobycie w Warszawie wiedzieliśmy już, że najlepsze będą orzechy włoskie niełuskane.
To nie tak, że samych środków nie jadły. Jednak chyba większa frajda dla nich jest jak mają całe.
Zaczęliśmy ich szukać i … nigdzie nie ma.
W żadnym ze sklepów, jakie mamy w okolicy bliższej czy dalszej nie ma.
Nawet sprawdziliśmy Zielony Rynek na Przymorzu i tam także nie było.

Siedząc w pracy i mając chwile wolnego zajrzałem do googla z pytaniem, gdzie kupić.

I tu pojawiła się oferta z popularnego portalu aukcyjnego — Allegro.
Jest.
Paczka.
Całe 5 kg.
Ze zbiorów z ubiegłego roku.
Szybka decyzja i dwa dni później z paczkomatu wyciągam karton z orzechami.

No to, jak mamy coś, co powinno działać to czas na przetestowanie tego.

W sobotę spakowaliśmy plecaki i poszliśmy wcześniej spać.

W plecakach oprócz samych orzechów (w sumie to nie tylko włoskie ale też i inne rodzaje wzięliśmy ze sobą) znalazła się torebka wypełniona nasionami dyni i łuskanego słonecznika.
Nasiona były dla gołębi.
Chętnie jadły to w Parku Oliwskim, jak i tydzień temu w Łazienkach, więc czemu nie zabrać i zobaczyć czy tym razem też się uda nakarmić.

W Łazienkach było pełno ludzi. Ładna pogoda to i ludzie wylegli na spacer.
Spotykaliśmy ludzi, którzy mieli orzechy i cierpliwie czekali aż wiewiórka do nich podejdzie.
Nie gonili za rudymi.
Jednak i zdarzali się tacy co mieli puste ręce.
I tacy co puszczali dzieci wolno, aby sobie pobiegały za zwierzakami.

Patrząc na nasze ostatnie spotkanie z wiewiórkami z ubiegłego tygodnia — tym razem było ich bardzo dużo.
Być może była to konsekwencja tego, że dzień wcześniej przez Warszawę przeszła dość mocna wichura.
Była ona na tyle silna, że w parku było kilka miejsc otoczonych taśma.
I widać było dość sporo mniejszych i większych gałęzi leżących na trawie.
A druga rzecz, że było chłodniej niż tydzień temu.

A co mam na myśli mówiąc, że było ich dużo?
W niektórych momentach było po 2,3 w promieniu 20 no może 30 metrów od nas.

Mając ze sobą zapas orzechów różnych gatunków oraz nasionek zaczęliśmy sobie spokojnie i bez stresowo rozglądać się za wiewiórkami. I za w miarę fajnym miejscem, gdzie można będzie zrobić jakieś zdjęcia.

A co nam z tego wyszło?
Efekt poniżej.

ps.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak to wyszło 😉